Kraków
+48 503 164 521, 12 444 77 29
biuro@imageline.pl

"Piękny czas w moim życiu jest teraz"

- z Katarzyną Gniewkowską, aktorką znaną z ról filmowych i teatralnych rozmawia Agata Niemiec

1.02.2011 admin Wywiady

PoZ: Pani Kasiu, po skończeniu szkoły teatralnej nadeszły debiuty w filmach, duża aktywność zawodowa. Aktorski los zdawał się być szczodry, pojawiały się ciekawe propozycje. Ale ja chcę wrócić do przerwy, która pojawiła się w Pani drodze zawodowej. Często myślimy przecież, że jeżeli zrobimy przerwę na wychowanie dzieci, to możemy stracić jakąś niepowtarzalną szansę…

Na trzecim roku szkoły teatralnej urodziłam córkę, więc swoją drogę zawodową rozpoczynałam już jako matka. Po szkole rzeczywiście od razu przyjął mnie mój obecny dyrektor Mikołaj Grabowski do Teatru Słowackiego. To było dla mnie wielkie szczęście i nobilitacja. Wtedy też oprócz teatralnych ról, dostawałam najwięcej zdjęciowych propozycji. Mieszkałam na stałe na Śląsku, właściwie przez 12 lat krążyłam pomiędzy Katowicami a Krakowem. Życie aktorskie wymuszało na mnie rzadkie pobyty w domu – a byłam przecież matką i mężatką. Po urodzeniu drugiego dziecka postanowiłam zatem bardziej poświęcić się domowi, dzieciom… Odbyło się to kosztem kariery, ale niczego nie żałuję. Z perspektywy czasu, dokładnie wiem, jak wiele zyskałam, jeśli chodzi o dobre relacje z dziećmi. Nie mogłam sobie wyobrazić, że zostawiam dzieci na tak długi czas. Nie straciłam jednak całkowicie kontaktu ze sceną, kamerą. Równocześnie pracowałam w Teatrze Rozrywki w Chorzowie, blisko domu. Uczestniczyłam w spektaklach, musicalach i to nie był czas stracony. Tylko na trochę zniknęłam z mapy aktorów, którzy bardzo medialni i rozpoznawalni.

PoZ: Rodowita Ślązaczka przeprowadziła się jednak do Krakowa. Co o tym zadecydowało?

Urobiłam mojego kochanego męża, że Kraków, to lepsze miejsce do wychowywania dzieci. Nie na darmo mówi się, że tutaj jest kolebka kultury. Zdecydowanie łatwiej jest też aktorowi mieszkać blisko swojego miejsca pracy. Okazało się jednak, że jak tylko się przeprowadziłam do Krakowa, to życie zawodowe zaczęło wymuszać na mnie częste podróże do Warszawy. Nadal tak jest, dlatego mnóstwo czasu spędzam w naszych cudownych pociągach (uśmiech).

PoZ: Tak, po chwilach nieobecności, wróciła Pani na szklane ekrany…

Wróciłam do filmu i do mediów dzięki spotkaniu z Agnieszką Holland i serialowi Ekipa. Nawiasem mówiąc, niebywałe jest jak scenarzyści wyczuli siódmym zmysłem, co będzie się działo w naszym kraju. Między innymi Wawrzyniec Smoczyński, jeden ze scenarzystów miał tę niezwykłą umiejętność. Potem pojawiły się inne role, na przykład zaangażowano mnie do „Czasu Honoru”…i tak sobie powolutku gram i jestem bardzo szczęśliwa, że mogę się rozwijać. Być może teraz właśnie jest moje pięć minut.

PoZ: A my, widzowie, jesteśmy ogromnie szczęśliwi, że możemy Panią podziwiać w tych serialach…

Ja też jestem bardzo szczęśliwa. Marzę jednak o roli filmowej.

PoZ: Czy ma Pani jakieś wyobrażenia na temat tej roli? Bo teraz gra Pani fenomenalne ciepłe kobiety, matki…

To jest moja natura (śmieje się).

PoZ: A aktorzy chcą zagrać zawsze trochę „pod wiatr”…

Bo „pod wiatr” jest interesująco. Ja już odrobinę pod wiatr zagrałam w takim filmie na podstawie „Nienasycenia” Witkacego. Film ten nie został szczególnie dobrze przyjęty przez krytykę. Produkował go Czarek Pazura, był kręcony w Wilnie.

A teraz czekam na dalsze wyzwania, ale nie określam sobie, co to ma być.

PoZ: Dla nas, kobiet, ważny jest ten sukces wynikający ze związku z drugą osobą…

Tak, ja od 27 lat jestem w związku małżeńskim. Jest mi z mężem dobrze. Chociaż zajmujemy się różnymi rzeczami, jesteśmy na innych biegunach, to wiele czasu razem spędzamy i stale rozmawiamy.

PoZ: A czas wolny? Spędzacie razem czy osobno? Lubicie aktywność?

Mąż jest aktywnym człowiekiem, zresztą byłym rajdowcem. Jeździ chętnie na nartach i mimo że ja nie mogę jeździć ze względu na problemy z kręgosłupem, to chętnie mu towarzyszę w takich eskapadach.

Ja ogromnie lubię spacerować. To można też nazwać pewnego rodzaju sportem. Przemierzam kilometry, lubię przemierzać nieznaną przestrzeń. Wtedy się oczyszczam i mam doskonałą okazję do przemyśleń. Lubię też pływać i trochę ćwiczę jogę. To tak w ramach stabilizacji, wyciszenia. Joga pomaga także doskonale w ćwiczeniu kondycji.

PoZ: W filmach wygląda Pani świetnie, ale wiadomo, że telewizja dodaje trochę kilogramów. Po babsku chcę dopytać, jak Pani dba o sylwetkę?

Nie mam jakichś specjalnych recept. Nie jestem ani za gruba ani za chuda. Jedyną moją „sztuczką” jest niejedzenie kolacji. Jedyny wyjątek robię, gdy idę do mojej koleżanki Marzenki Pierścionek na kolację. Tam jest smacznie i pięknie. Muszę jednak się pilnować, bo kamera dodaje kilogramów. Osoby absolutnie filigranowe wyglądają na ekranie normalnie. Ktoś, kto ma trochę większy biust wydaje się osobą potężną.

Ale wracając jeszcze do diety, a raczej jej niestosowania, to mieszkałam długi czas na Śląsku i to jest dla mnie naturalne, że ja lubię kluchy, golonkę, mączne rzeczy…pierogi. Nigdy się nie ograniczam, ale widzę, jak już jest źle, to przestaję jeść czekoladę, słodycze.

PoZ: Co to znaczy „jak już jest źle”?

Waga mi pokazuje (uśmiech).

PoZ: Dużo Pani bywa teraz zapewne w wielkim świecie gwiazd. Czy te wszystkie bankiety to przyjemność? Odnajduje się Pani w takich miejscach?

Ja nie uczestniczę w tego typu rzeczach. To nie jest moim celem, nie potrzebuję tego.
Jestem szczęśliwą, spełnioną kobietą, zdrową – odpukać. Mam cudowne dzieci, uprawiam swój zawód z satysfakcją i nie mam absolutnie na co narzekać.

Nie jestem fanką takiej taniej medialności. Wolę tak po krakowsku, spokojnie, spotkać się na winko w małej knajpeczce czy piwnicy… (uśmiech)

PoZ: Czy myśli o upływającym czasie?

Kiedy oglądam zdjęcia sprzed dwudziestu lat, które kiedyś wydawały mi się obrzydliwe, myślę sobie „boże, jaka ja byłam fajna”. Natomiast w upływającym czasie bardzo cenię sobie to, że nabywam pewien rodzaj innego spojrzenia na życie, odpowiedzialności. Stale się rozwijam i jestem bardziej spełniona i zadowolona z życia i mam wrażenie, mądrzejsza, niż kiedyś. Jestem z tego dumna w takim sensie: „Cóż mi tam bycie 25latką. Szalone życie, nieogarnięte jeszcze. Cudne! Ale dopiero teraz jestem nasycona tym, co się dzieje dookoła, sobą. I teraz myślę, że w moim życiu jest piękny czas.”

PoZ: A jeżeli są czasami trudniejsze dni, to czy ma Pani jakiś sposób na odreagowanie? Czy z natury jest Pani optymistką?

Wszyscy mówią, że jestem osobą pogodną. Często „suszę zęby”, jak mawia mój mąż. Miałam jednak w życiu trudniejsze okresy, stany depresji…I pomogły właśnie mi ćwiczenia fizyczne, joga… Zajęcie się kondycją fizyczną, zmęczenie, sprawiają, że o problemach się mniej myśli. I te spacery donikąd też były bardzo ważne.

PoZ: Często rozmawiałam z osobami z życia publicznego, aktorkami. Panie często podkreślają, że w środowisku artystycznym te badania nie są takie modne.

Ale dlaczego tak mówią? To się dziwię. One tak mówią, a pewnie ciągle biegają i się badają (smieje się).

PoZ: A jak jest z Panią?

Robimy sobie rodzinnie podstawowe badania krwi raz na pół roku – to jest obowiązkowe, pilnujemy tego. Nie mówiąc już o badaniach typowo kobiecych, których regularności bardzo przestrzegam.

PoZ: Pani jest zatem strażniczką tych regularnych badań w swoim domu?

Tak. Na szczęście mąż już się tego trochę nauczył i pilnuje tego. Córka chyba także przejęła ode mnie te zdrowe nawyki i pilnuje regularnych badań piersi i badań ginekologicznych. W naszym domu to szalenie ważna sprawa.

PoZ: Dopytam się jeszcze, patrząc na Pani piękną twarz, czy ma Pani swoje ulubione rytuały związane z pielęgnacją?

Szczerze mówiąc nie mam na to czasu. Kosmetyki owszem, ale do kosmetyczki chodzę rzadko. Raz na kilka miesięcy odwiedzam SPA – mam swoje ulubione pod Krakowem. Ale tak to specjalnie nie szaleję (uśmiech).

PoZ: Jest Pani ambasadorką marki pani Walewska. I to chyba najlepszy wybór, jaki mógł się zdarzyć.

Mi bardzo miło, że właśnie zdecydowano się mnie wybrać. I bardzo się cieszę, że jestem utożsamiana z ponadczasowym pięknem.

PoZ: Muszę o to zapytać. Będzie czwarty sezon „Czasu Honoru”?

Są takie plany. Już podobno zaczęto pisać scenariusz czwartej części, która będzie się działa w latach 50tych czyli już po wojnie. Natomiast ja już nie będę w niej uczestniczyć.

PoZ: Oj, to bardzo przykra wiadomość. A lubi Pani swoje bohaterki serialowe?

Panią doktor Marię Konarską z „Czasu Honoru” na pewno tak. To jest zresztą bardzo dobrze napisany serial. Cieszy się dużym zainteresowaniem zarówno wśród kobiet jak i mężczyzn, w różnych grupach wiekowych.

PoZ: To prawda. Sama zresztą oglądam go z moim 17letnim synem. Mamy nawet taki syndrom: niedziela, godzina 21.05… i nie ma serialu. I coś musimy z tymczasem zrobić (uśmiech)

No dobrze Pani Kasiu, czego Pani życzyć na koniec?

Zdrowia!

PoZ: I czegoś jeszcze?

I to wszystko, mówię poważnie. No chyba, że tego udziału w filmie. Nie musi to być duża rola, byle ciekawa.

PoZ: Serdecznie dziękuję za rozmowę.

Skorzystaj z poniższego formularza, aby skontaktować się z Nami





Imię i nazwisko (wymagane)

Adres email (wymagane)

Temat

Treść wiadomości