Kraków
+48 503 164 521, 12 444 77 29
biuro@imageline.pl

„O pasji, pracy i rodzinie”

- wywiad z Marzeną Pierścionek, współwłaścielką Hotelu Rubinstein na krakowskim Kamiezirzu.

24.10.2010 admin Wywiady

PoZ: Wkroczyć do branży hotelarskiej, zdominowanej przecież przez mężczyzn, było chyba niełatwym wyzwaniem. Jak szybko odnalazłaś się tym świecie?

MP: Nie wiem, czy szybko się odnalazłam, jestem w tym biznesie dopiero cztery lata .
Na pewno jest to zadanie nieco trudniejsze niż się wydawało (uśmiech). Miałam nadzieję, że to będzie coś takiego bardzo bardzo przyjemnego. A to jest ciężka praca!

PoZ: Pomysł był Twój czy męża? Bo prowadzicie to przedsięwzięcie wspólnie.

Męża, oczywiście. On ma lepszego nosa i przede wszystkim więcej doświadczenia. Jego pomysły zawsze się sprawdzały. Jeżeli chodzi o plany biznesowe wiem, że zawsze ma rację i ufam mu w pełni.

Ja przez długie lata zajmowałam się innym biznesem…domowym, wychowywaniem trójki dzieci, układaniem tego, co jest podstawą każdej rodziny, tworzeniem naszego gniazda wspólnego życia.

Mój mąż jest urodzonym biznesmenem. Startowaliśmy od zera, nie mieliśmy majątków rodzinnych, z których czerpalibyśmy na starcie. Oboje pochodzimy też z rodzin nauczycielskich, w których nie było tradycji biznesowych.

PoZ: Jakie były początki?

Na początku mieszkaliśmy w Krakowie, ale mieliśmy cel – dom. Kupiliśmy działkę pod Krakowem i wybudowaliśmy swoje gniazdo, w którym żyjemy do dzisiaj.

To miejsce połączyło nasze rodziny i do tej pory na święta zjeżdżają się tutaj wszyscy. Boję się, że ten nasz wielki stół będzie za mały lada moment, bo przecież dzieci są już dorosłe i wkrótce założą swoje rodziny. A wracając do Hotelu, to stal się on naszym drugim domem.

PoZ: Pomysł był męża, ale w Hotelu na każdym kroku wyczuwa się ślady Twojej obecności, kobiecą rękę… Ty urządzałaś to miejsce?

Tak, Krzysztof (Krzysztof Pierścionek, mąż) doceniał moje artystyczne zainteresowania i niejako dał mi szansę na realizację moich marzeń, stąd te ślady. Swoją drogą, bardzo się cieszę, że je zauważyłaś. Na początku była tutaj wielka ruina, właściwie nadająca się do wyburzenia. Nas zawsze jednak interesowały takie miejsca, które mają swoją przeszłość. Mamy szacunek do historii i starych miejsc, więc chcieliśmy ocalić tę kamienicę .
Okazało się, że mieliśmy intuicję. W trakcie prac remontowych znaleźliśmy tutaj wiele cennych rzeczy, do każdego kamyczka odnosiliśmy się z wielkim szacunkiem . I to miało ogromy wpływ na wizję odnowy tej kamienicy.

Chodziło nam, aby było to miejsce, w którym nie tylko czujemy się dobrze my, ale i wszyscy, którzy będą je odwiedzać. Ważnym było również, aby każdy, kto tu przyjedzie, czuł te sześć wieków historii.

PoZ: Czyli chcieliście stworzyć Hotel, do którego jako goście wracalibyście podczas każdego pobytu w Krakowie.

Tak, oczywiście. Przecież jest to marzenie każdego, kto coś tworzy. Chodziło też o to, aby to nie było tylko miejsce, do którego się przyjeżdża, w którym się śpi, i z którego się wyjeżdża. Staramy się, aby każdy nasz gość czuł się tutaj wyjątkowo. A w restauracji staramy się robić małe kulinarne dzieła sztuki. I mamy już swoje sukcesy, bo do niej też kulinarni koneserzy wracają. A skoro już mamy to miejsce, to staramy się wyjść naprzeciw potrzebom ludzi, którzy mają różne pomysły, pasje – np. malarzom, muzykom, projektantom…

Chętnie oddajemy te kilkusetletnie ściany na wernisaże, wystawy. Odbywają się tutaj pokazy mody początkujących projektantów czy koncerty. Często wspieramy również młode talenty, oddając im to miejsce.

PoZ: Najbardziej charakterystyczny gość hotelu?

Jeśli chodzi o charakterystycznych gości…nie wiem, co odpowiedzieć na to pytanie. Bardzo wielu z nich wydaje się podobnych do nas,często się z nimi zaprzyjaźniamy. Oboje uwielbiamy sztukę, staramy się w miarę naszych możliwości, pomagać każdej inicjatywie kulturalnej, która jest tego warta. Cieszą nas wielkie wydarzenia artystyczne, jak i pierwsze małe działania młodych twórców. Tutaj rodzą się wielkie przyjaźnie z bardzo znanymi osobistościami. Odpowiem Ci na to pytanie może w ten sposób – kto najbardziej znany tu bywa. Nasz wielki przyjaciel Andrzej Seweryn(widziałaś „Wyobraźcie sobie” – monodram wg Szekspira w Słowackim?)Romek Lipko, również bardzo bliski przyjaciel, Krystyna Janda, Marysia Seweryn, Joasia Trzepiecińska, Edyta Olszówka, Artur Barciś, Ignacy Gogolewski, Wiesława Mazurkiewicz, Marian Opania (jeśli będę dalej wymieniać, to zajmę cały wywiad), i wielu innych bardzo zacnych gości. Bywają politycy, dyplomaci… Jesteśmy dumni, gdyż często do nas wracają. To daje takie poczucie, że warto było!

PoZ: Czy wspólny biznes jest dobry dla małżeństwa?

Ja lubię pracować z moim mężem, nie wiem jak on (uśmiech). U nas jest bardzo jasny podział zadań. Ja się zajmuję stroną artystyczną i częściowo marketingową. On jest od spraw inwestycyjnych, organizacyjnych, budżetowych i się do tego doskonale nadaje. Jesteśmy odpowiedzialni nie tylko za siebie, ale za ludzi, którzy z nami pracują (mamy 45-osobowy personel).

PoZ: Marzeno, czy Ty jesteś dla nich szefową?

Oboje jesteśmy szefami, to dobry układ. Łączenie pierwiastka żeńskiego i męskiego często wychodzi na dobre. Ja jestem tym kobiecym pierwiastkiem, który łagodzi wybuchowy czasami charakter Prezesa, mężczyzny (uśmiech).

Ja nie jestem typową twardą kobietą biznesu, to Krzysztof jest strategiem. Ja mogę sobie pozwolić na rozwijanie tego pierwiastka kobiecego i wiem, że zawsze mogę na niego liczyć. Był jednak taki czas w życiu, kiedy jego nie było ze mną, i jednocześnie był to najtrudniejszy moment biznesowy. Zastanawiałam się wtedy, czy dam radę. Okazało się, że tak. I stąd mój wniosek, że pewne sytuacje wydobywają szczególne cechy charakteru. Jak trzeba, to się mobilizuję i walczę. Wtedy byłam 100 procentową bizneswomen.

PoZ: A masz czasami taką ochotę: „a zrobię sobie wolne i nie przyjadę do Hotelu”?

Pewnie! To jest konieczne. A najważniejsze, że nie muszę iść do szefa i prosić o wolne!

Co wtedy robię? Odreagowuję. Mam wtedy czas zająć się domem, w którym jest zawsze wiele pracy. Uwielbiam chodzić po ogrodzie.

PoZ: A jest drzewo zasadzone przez męża?

Jasne, niejedno. One teraz są już ogromne. Trochę mnie przeraża, jak ten czas szybko płynie. I nie mam tutaj na myśli upływającego czasu z punktu widzenia kobiety, bo ja wiele w życiu przeszłam i umiem się cieszyć każdą chwilą, każdymi urodzinami. Jestem szczęśliwa!

Trzeba umieć znaleźć w życiu coś, co cieszy, nawet banalne sprawy. Widzę zieleń sosny, która zagląda do mojego okna. Świeci słońce i wydobywa piękne kolory wokół, i ten zapach… już jestem szczęśliwa.

Mówię – popatrz jaka piękna brzoza. Od niej mamy alergie – odpowiada Krzysztof. I co z tego, ona jest piękna. Patrzę na dzieci i jestem szczęśliwa. Boję się fazy pustego gniazda. Ale z drugiej strony – takie są koleje losu.

Lubię powtarzać anegdotę o mojej córce Adusi, która jak była mała, zadała mi pytanie: „Mamuś, a gdzie Wy będziecie mieszkać, jak ja będę duża?”

Myślę, że te słowa mojej maleńkiej wtedy córeczki świadczą o tym, że fajny jest ten dom. Jestem dumna z moich dzieci (Piotr, 28 lat; Kamila, 22; Ada, 20) i bardzo w nich zakochana. Chyba z wzajemnością.

PoZ: Sport w Twoim życiu?

Od 20 lat jeżdżę na nartach. Na przełomie stycznia i lutego jeździmy z dużą ekipą do Włoch.

Staram się przygotowywać do sezonu narciarskiego. Całe życie uprawiałam sport, właśnie wyjeżdżam do Korbielowa, sześć godzin łażenia po górach.
Lubię pływanie, mam patent żeglarski, patent nurkowy, grałam w tenisa, a od podstawówki w koszykówkę, mimo że nie mam wzrostu (uśmiech). Jedyny sport, którego nie opanowałam, mimo że próbowałam, to windsurfing. Kompletnie mi nie szło, wszystkie dzieci się nauczyły, a ja nic.

Dzieci mają sportowe pasje – po mnie i po Tacie. Przymierzamy się do golfa. Mam już kije, więc zaczynam.

PoZ: Podziwiam Twój styl w ubieraniu… Lubisz oryginale buty!

Dziękuję, kocham ubrania. Mam zmysł artystyczny, który lubię wykorzystać także w stylizacji. Stawiam na minimalizm, wybieram głównie stroje klasyczne, ale uwielbiam urozmaicać je dodatkami. Nie jestem przywiązana do metek, lubię polskie rzeczy. I lubię zmieniać torebki.

PoZ: Dwukrotnie gościliśmy w hotelu Rubinstein z akcją „Porozmawiajmy o zdrowiu”, więc muszę zapytać, czy kontrolujesz swój organizm i robisz regularnie badania?

Staram się pilnować badań. Powinnyśmy zapisywać daty w kalendarzu na równi ze swoimi spotkaniami biznesowymi.

Mnie mobilizuje moja przeszłość zdrowotna, więc staram się, jestem na to szczególnie „uczulona”. Dzięki badaniom udało mi się wygrać!
Zawsze zapraszam akcję „PoZ” do naszego hotelu. Pomoc przy realizacji tak ważnego zadania, to dla nas zaszczyt i powód do dumy.

PoZ: Marzeno, dziękuję za rozmowę, życzę sukcesów biznesowych i dużo zdrowia!

Rozmawiała: Agata Niemiec (Image Line Communications)

Skorzystaj z poniższego formularza, aby skontaktować się z Nami





Imię i nazwisko (wymagane)

Adres email (wymagane)

Temat

Treść wiadomości